Proponujemy Państwu cykl artykułów w postaci wywiadów z pracownikami banków, którzy w tych artykułach zachowują anonimowość zarówno swoich nazwisk, jak i nazwy banku lub banków, w których pracują lub pracowali. Ich obserwacje i komentarze mogą być cennym źródłem informacji o pracy w sektorze bankowym. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Pracuje pani w placówce franczyzowej jednego z najbardziej rozpoznawalnego banku w Polsce, czy jest to pani pierwsze i jedyne doświadczenie w tej branży?

Mam wcześniejsze doświadczenie pracy w tym samym banku, ale w oddziale. Pracowałam tam ponad cztery lata, a wcześniej przez sześć lat parałam się pośrednictwem ubezpieczeniowym. Najpierw jako doradca w dużej firmie brokerskiej, potem na własną rękę - w ramach działalności gospodarczej otworzyłam biuro ubezpieczeniowe. Do pracy w banku namówiła mnie sąsiadka, która poleciła moją osobę swojej szefowej. Zgodziłam się na rozmowę kwalifikacyjną i tak już zostało.

Czy żałuje pani tej decyzji?

Od początku było bardzo trudno. Szkolenia, poznanie procedur i twarde reguły ich przestrzegania, ilość pracy i duża liczba klientów, zadania i plany, wskaźniki... Ponadto ciągłe zmiany w systemie informatycznym i nowości w produktach. Były chwile zwątpienia. Wtedy żałowałam i przeklinałam tę decyzję. Ponadto był to czas, kiedy bank budował swoją pozycję poprzez bardzo korzystne lokaty, zdecydowanie najlepsze na rynku. Wiązało się to z tabunami klientów, kolejkami, a więc dużą ilością pracy. Dniówka nie zamykała się w ośmiu godzinach, przychodziliśmy wcześniej i nierzadko wychodziliśmy dwie godziny po zamknięciu oddziału. To była praca w jakimś kieracie, nie dawałam rady. Ponadto taki tryb pracy nie sprzyjał życiu rodzinnemu, z dziećmi rozmawiałam tylko w weekendy, z mężem nie mogłam się dogadać. Zaczęliśmy się oddalać od siebie. Twierdził, że ważniejsze są dla mnie kredyty, a nie rodzina. Mawiał nawet, że chodzę do łóżka nie z nim, tylko z kredytami. Postanowiłam coś zmienić i skorzystałam z oferty pracy w placówce franczyzowej tego samego banku.

Dlaczego zdecydowała się Pani na ten sam bank? Nie obawiała się Pani, że sytuacja we franczyzie może być analogiczna jak w oddziale?

Znałam dobrze produkty, które bank oferuje, system informatyczny, procedury. Od tej strony było więc łatwiej, mogłam wskoczyć w rytm pracy bez dodatkowych szkoleń, testów czy egzaminów. Ten aspekt był ważny, ale najistotniejszym był fakt, że w placówce franczyzowej oferta bankowa jest skromniejsza. Nie ma więc tłumów klientów, praca jest o wiele spokojniejsza. I nie ma wymuszonych nadgodzin, pracuję osiem godzin dziennie. Niestety decyzję o zmianie miejsca pracy podjęłam zbyt późno. Dziś jestem już po rozwodzie.

To bardzo przykre...

Tak, ale błędem byłoby sadzić, że rozpad mojego małżeństwa jest wyłącznym rezultatem wspomnianych przeze mnie nadgodzin. Przyczyn było kilka, chyba tak musiało być.

Czy klient korzystający z usług placówki franczyzowej może mieć poczucie, że w gruncie rzeczy korzysta z usług podmiotu należącego do prywatnego przedsiębiorcy, że placówka nie jest integralną częścią struktury banku?

Placówka franczyzowa w zasadzie niczym nie różni się od oddziałów, ta sama kolorystyka, te same meble, identyczne stroje doradców i identyczne procedury. Trochę skromniejsza jest oferta – nie ma kredytów hipotecznych, nie możemy też wykonywać paru innych czynności, ale nie ma to większego wpływu na poziom obsługi przeciętnego klienta.

A jakie są różnice w relacji pracodawca – pracownik? W oddziale pracodawcą jest bank, czyli duża i hierarchiczna struktura, w placówce franczyzowej pracodawcą jest właściciel, często zaangażowany w inne przedsięwzięcia nie mające z bankowością wiele wspólnego. Jak to się przekłada na stosunki z pracownikami?

To zasadnicza różnica pomiędzy oddziałem a placówką franczyzową. Szefem w oddziale jest dyrektor oddziału, a kontakt z szefami z centrali ogranicza się do sporadycznych wizyt dyrektora regionalnego. We franczyzie bezpośrednim przełożonym jest najczęściej właściciel placówki. W oddziale ocenia się pracownika przede wszystkim poprzez realizację planów, które narzucane są przez centralę, w placówce franczyzowej najważniejszy jest czynnik ekonomiczny. Właściciel kieruje się w zasadzie jednym celem – jak zwiększyć rentowność swojego biznesu. To decyduje o priorytetach sprzedażowych i najważniejszym w placówkach franczyzowych jest sprzedaż kredytów gotówkowych. Właściciel prawie w ogóle nie interesuje się innymi produktami, co najwyżej wymaga realizacji planów narzucanych przez bank. Tak naprawdę interesują go wyłącznie kredyty. Również wynagrodzenie premiowe pracowników uzależnione jest przede wszystkim od wartości wypłaconych kredytów. Ale nie jest to pozbawione racji, gdyż wynagrodzenie jakie otrzymuje od banku właściciel jest skonstruowane analogicznie. Za otwieranie rachunków, operacje na tych rachunkach, za przyjmowanie lokat i inne czynności bank wypłaca właścicielowi skromne pieniądze, albo w ogóle ich nie wypłaca. Kredyty gotówkowe są więc najważniejszym instrumentem budowania rentowności w franczyzie bankowej. Oczywiście nie można uogólniać, każdy bank ma swoją politykę wynagradzania i są w tym zakresie wyjątki, ale jak mówi znane porzekadło – wyjątki potwierdzają regułę.

Moja znajoma zwierzyła się w prywatnej rozmowie, że zrezygnowała z pracy w banku, gdyż nie miała sumienia namawiać ludzi do zaciągnięcia kredytów, a więc do ich zadłużania. Jak pani radzi sobie z tym problemem?

Nie mam takich problemów. Namawianie kogoś do zaciągnięcia kredytu, kiedy osoba taka nie potrzebuje kredytu, to postepowanie niezgodne z etyką zawodową. Owszem czyta się w mediach o takim postępowaniu, ale dotyczy to różnych naciągaczy, którzy nakłaniając do kredytów nie informując o konsekwencjach z tym związanych, o różnych pułapkach, których klienci nie są świadomi. W przypadku banków wszystko powinno i jest transparentne. A ja mam poczucie, że pomagam ludziom, którzy przychodzą do banku, gdyż potrzebują pomocy i ja staram się rozwiązać ich problem. A potrzeby są wszelakie – konieczny remont mieszkania, jakiś ważny i pilny zakup, pieniądze na zabieg chirurgiczny czy jakąś kurację itp. Kiedy okazuje się, że klienci nie otrzymują kredytu, gdyż bank negatywnie ocenia ich zdolność kredytową, to patrząc na ich zawód i rozczarowanie, żal ściska mi serce. Tak więc kwestia, którą pan poruszył ma różne oblicza.

Zatem, dziękując za rozmowę, życzę jak najwięcej satysfakcji z zaspokojenia potrzeb kredytobiorców i tym samym jak najwyższych premii... za sprzedaż kredytów.

Wywiad przeprowadził: Tomasz Jaworski, autor publikacji w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com