Wybór dziesiątki żużlowców wszechczasów nie jest łatwy. Po pierwsze trzeba żyć długo, aby nie tylko korzystać z zapisów historyków sportu, by móc bronić swojego typowania również argumentami z autopsji, ponadto trzeba umieć dokonać rozdziału pomiędzy czasami, kiedy zawodnicy byli związani ze swoimi barwami klubowymi przez całą swoją sportową karierę, a obecnymi realiami, kiedy żużlowcy startują jednocześnie w kilku klubach, a niekiedy zmieniają je w każdym sezonie. Dla przybliżenia Czytelnikowi powyższych trudności podam przykład Grzegorza Walaska, który trafił do Włókniarza bodajże w 1999 roku, już jako zawodnik w pełni dojrzały. W Częstochowie spędził kilka lat i wówczas odniósł największe swoje sukcesy – startował trzykrotnie w Grand Prix, zdobył tytuł indywidualnego Mistrza Polski, był członkiem złotej drużyny podczas Drużynowych Mistrzostw Świata i w końcu przyczynił się do zwycięstwa Włókniarza w DMP. Przed przygodą z Włókniarzem jeździł w Zielonej Górze, do której powrócił w 2006 roku, a potem zdobywał punkty dla innych klubów, zresztą robi to do dzisiaj. Kawał historii polskiego żużla, ściga się już blisko 30 lat.

Jeszcze trudniej sklasyfikować zawodników zagranicznych, a takich i to najczęściej wybitnych przewinęło się przez Włókniarza multum. Wspomnę tylko niektórych - Ryan Sullivan, Greg Hancock, Joe Screen, Tai Woffinden, Matej Zagar, Nicki Pedersen czy obecni członkowie ekipy: Leon Madsen, Fredrik Lingren, Jason Doyle. Jak ich oceniać? Czy jest możliwym dokonanie jakichkolwiek porównań np. z Bernardem Kacperakiem, który spędził we Włókniarzu całą swoją karierę sportową.

Przyjąłem więc kryteria, które umożliwiły mi dokonanie wyboru. Tak czy inaczej to wszystko ma charakter umowny, jest swoistą zabawą i nie wszyscy muszą się zgadzać z moją oceną i kryteriami jakie zastosowałem.

A zdecydowałem, że biorą pod uwagę jedynie Polaków, choć zrobiłem jeden wyjątek. Nie mogłem bowiem pominąć Norwega - Runego Holtę, który otrzymał polski paszport, startował w polskich barwach narodowych i rywalizował w IMP. Spośród rodaków wziąłem pod uwagę tych zawodników, którzy w mojej ocenie największe swoje triumfy indywidualne i drużynowe święcili z częstochowską drużyną i poświęcili tej drużynie minimum kilka lat. Wyżej oceniłem zawodników, którzy swoje sukcesy międzynarodowe odnosili w okresie, kiedy od tzw. Zachodu dzieliła nas przepaść technologiczna i finansowa. Dzisiaj polscy zawodnicy posiadają sprzęt nierzadko lepszy od swoich zagranicznych rywali. Kiedyś Woryna, Waloszek, Pogorzelski, Jancarz, Plech czy Cieślak mogli jedynie marzyć o motocyklach jakie dosiadali ich angielscy czy szwedzcy rywale. Oczywiście subiektywnych ocen było więcej. Bo jak wycenić medal w IMP w relacji do udziału w finale IMŚ? Czy też, jak porównać medal w IMP do medalu np. w turnieju o Złoty Kask? W mojej ocenach mogą pojawić się też jakieś nieścisłości, a nawet błędy, wszak dostęp do statystyk z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych jest ograniczony, a w obecnych statystykach publikowanych w Internecie znalazłem multum niedokładności. Pomimo takich i innych trudności i dylematów wybrałem moją legendarną Dziesiątkę Wszechczasów Włókniarza Częstochowa.

1. STEFAN KWOCZAŁA

Urodził się w1934 roku w Kiedrzynie, wówczas wsi graniczącej z Częstochową. W latach 1955–1961 startował w barwach częstochowskiego Włókniarza. W 1959 roku Włókniarz – ze Stefanem Kwoczałom w składzie - zdobył złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski. W tym samym roku Kwoczała osiągnął największy sukces w karierze, zajmując 1-sze miejsce w rozegranym w Rybniku finale Indywidualnych Mistrzostw Polski. W latach 1958–1961 Stefan Kwoczała trzykrotnie brał udział w eliminacjach Indywidualnych Mistrzostw Świata, a najlepszy swój rezultat osiągnął w 1960 r. na londyńskim torze - Wembley, gdzie w finale światowym zajął VII miejsce. Wynik ten uznawany jest do dzisiaj za jedno z najwybitniejszych osiągnięć polskiego żużlowca, ponadto jest najlepszym wynikiem osiągniętym przez częstochowskiego żużlowca w IMŚ, w całej historii tego sportu. W 1961 r. uczestniczył w serii turniejów o Złoty Kask. W trzecich zawodach tego cyklu, rozegranych 13 maja 1961 roku w Krakowie, Stefan Kwoczała uległ poważnemu wypadkowi, którego skutkiem było złamanie podstawy czaszki. W wyniku tych ciężkich obrażeń Stefan Kwoczała wycofał się z rywalizacji sportowej. Do żużla powrócił na krótko w roli trenera. Trenował zawodników Włókniarza i łódzkiej Gwardii. Zmarł w 2019 roku przeżywszy 85 lat. Jego mogiła znajduje się na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie.

To jedyny zawodnik z mojej Dziesiątki, którego walczącej sylwetki niezbyt dobrze pamiętam. Kiedy zrezygnował z rywalizacji na torze miałem niespełna 10 lat. Zapisał się jednak w mojej pamięci w inny sposób. W podwórku kamienicy, w której mieszkałem (Aleja NMP 5) był zakład fotograficzny prowadzony przez Marię Związek. W tym właśnie zakładzie cała drużyna Włókniarza, w 1959 roku, po zdobyciu tytułu mistrza drużynowego kraju jak i indywidualnego zdobytego przez Kwoczałę, zrobiła sobie portretowe zdjęcia. Fotografie te widniały w gablocie przed zakładem przez kilka kolejnych lat i były nie tylko najlepszą reklamą zakładu. Były przede wszystkim dumą wszystkich młodych chłopaków, szczególnie moją i moich kolegów mieszkających w tej samej kamienicy. Czuliśmy się wyróżnieni. Do dzisiaj fotografia Kwoczały w czarnym skórzanym kombinezonie, udekorowanym mistrzowską szarfą i pucharem w dłoni jest najbardziej rozpoznawalną fotografią Mistrza. To właśnie fotografia z mojego podwórka.

2. SŁAWOMIR DRABIK

Pochodzi z Dolnego Śląska, z miejscowości Jawor, gdzie urodził się w 1966 roku. Licencję zawodniczą zdobył w 1984 i wszystkie swoje największe sukcesy osiągnął w barwach Włókniarza. Aż 11 razy kwalifikował się do finału IMP, dwukrotnie zdobył złoty medal(1991 i 1996), a raz został wicemistrzem kraju (1997). Tym samym to Sławomir Drabik jest jedynym zawodnikiem częstochowskiego klubu, który aż dwukrotnie wygrał prymat w indywidualnej krajowej rywalizacji. Dla częstochowskich kibiców wygrał też trzeci raz, kiedy sędzia nie dopatrzył się faulu w jeździe jego rywala – Jacka Krzyżaniaka. A rzecz dotyczy biegu barażowego w finale w 1997 roku. Drabik jest też zdobywcą Złotego Kasku w 1991., a w barwach Włókniarza Częstochowa wywalczył złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski 1996 oraz srebrny 2006 i brązowy 2005. Był także złotym medalistą Mistrzostw Polski par klubowych w 2006 roku (wraz z Sebastianem Ułamkiem). Bez wątpienia, Sławomir Drabik jest najbardziej utytułowanym częstochowskim żużlowcem w różnych kategoriach rywalizacji krajowej.

Trochę gorzej wiodło się Drabikowi na arenie międzynarodowej, ale i na niej zanotował pewne sukcesy. Był między innymi finalistą Indywidualnych Mistrzostw Świata (Wrocław 1992 – 10. miejsce). W 1996 zajął drugie miejsce w Finale Kontynentalnym (za Tomaszem Gollobem) i awansował do rozgrywek Grand Prix 1997. W całym cyklu został sklasyfikowany na 11. pozycji. W 1996 wraz Tomaszem Gollobem i Piotrem Protasiewiczem zdobył złoty medal Drużynowych Mistrzostw Świata w niemieckim Diedenbergen, a w 2003 zajął 2. miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Europy. Zaś w 2007 zajął 2. miejsce w Mistrzostwach Europy par na żużlu (razem z Adamem Skórnickim i Krzysztofem Jabłońskim).

W 1992 roku byłem na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, kiedy Drabik ścigał się o tytuł najlepszego żużlowca na świecie. Miejsce, które zajął mogło być znacznie lepsze, ale Drabikowi nie sprzyjał los. W trakcie zawodów, nad stadionem przeszła ulewa, kontynuowanie zawodów było poważnie zagrożone. Organizatorzy imprezy podjęli jednak wysiłek przywrócenia toru do stanu pozwalającego na rozegranie wyścigów. Niestety, po ulewie warunki na torze nie sprzyjały takim zawodnikom jak Drabik, którego siłą były szarże przy bandzie. Tor dawał przewagę tym, którzy wygrywali starty i preferowali walkę przy krawężniku. Jestem więc przekonany, że w tym dniu los nie był łaskawy dla Sławomira Drabika.

Sławomir Drabik to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego żużla. A opinia ta nie jest związana wyłącznie z jego dynamicznym stylem jazdy, a przede wszystkim z oryginalnością wypowiedzi przed kamerami telewizyjnymi. Sprawozdawcy sportowi nie potrafili sobie odmówić przyjemności przeprowadzenia wywiadów z Drabikiem, a jego co najmniej niewyszukane dowcipy, komentowane były przez rzesze kibiców. Na pytania dziennikarza dotyczącego niezawodności motocykli, Sławomir Drabik odpowiadał na przykład, że motocykle do zawodów przygotowała mu babcia, a jeździ mu się wybornie bo, zawsze tak jest gdy jest „na katzu”... A tak naprawdę Sławomir Drabik jest odpowiedzialnym facetem i przykładnym ojcem. Tak, w każdym bądź razie, opowiada o nim jego kolega z toru Marek Cieślak w swojej książce „Pół wieku na czarno”. Dla porządku dodam, że syn Sławomira – Maksym, też jest znakomitym żużlowcem

3. MAREK CIEŚLAK

Na pudle mojej Dziesiątki stawiam Marka Cieślaka, którego postać jest obecnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych w polskim żużlu. Był ikoną jako żużlowiec i jest już ikoną jako trener tego sportu. Trzykrotnie zakwalifikował się do finałowych turniejów IMŚ, a dokonał tego w czasach, kiedy polski żużel nie mógł rywalizować z obcokrajowcami na równych prawach – nie było pieniędzy, nie było sprzętu. Ponadto Cieślak dokonał tego w czasach, kiedy o prymat światowy walczyło się podczas jednodniowych zawodów, a kwalifikacje zdobywało się poprzez rywalizację w eliminacjach, ćwierćfinałach i innych szczeblach. W samych finałach Marek Cieślak nie odniósł jednak sukcesów zajmując dalsze miejsca – 1975 – XV, 1976 – XIII, 1978 – XII. Sześciokrotnie reprezentował nasz kraj w Drużynowych Mistrzostwach Świata, zdobywając w nich dwa srebrne (1976 i 1977) i dwa brązowe (1972 i 1978) medale.

W rywalizacji krajowej czterokrotnie wystąpił w finałach IMP, a swój największy triumf odniósł na torze w Częstochowie, gdzie w 1975 roku zdobył wicemistrzostwo Polski. Byłem na trybunach tej imprezy i pamiętam zawód jaki przeżywałem, choć Częstochowa nie kibicowała wówczas Markowi. Sympatia kibiców była przy innym zawodniku Włókniarza – Józefie Jarmule, który wtedy był bożyszczem częstochowskich fanów. Ale ani popularny Józek, ani Marek nie święcili triumfu. Wygrał Edward Jancarz.

Marek Cieślak wygrywał też inne krajowe turnieje – w 1976 roku zwyciężył w cyklu Złoty Kask, a w rywalizacji drużynowej zdobył dla Włókniarza trzy medale – złoty w 1974 roku i dwa srebrne w 1975 i 1976.

Cieślak był jednym z polskich prekursorów jazdy na żużlu w zagranicznych klubach. Razem z Jancarzem wyjechali do Anglii, gdzie Marek bronił barw londyńskiego White City Rebels, z którym w 1977 roku wywalczył tytuł drużynowego mistrza Anglii.

Chociaż dzisiaj Marek Cieślak ma niespełna 70 lat (urodził się 28 czerwca 1950 roku) to ciągle kontynuuje swoją żużlową przygodę. Po zakończeniu kariery zawodniczej spróbował sił jako trener i właśnie w tej roli odnosi wspaniałe sukcesy, nawet większe niż w roli zawodnika. Trenując różne polskie drużyny, aż 13 razy sięgał po medal w DMP, w tym czterokrotnie po tytuł mistrzowski (1996 – Włókniarz Częstochowa, 2006 – Atlas Wrocław, 2011 – Falubaz Zielona Góra, 2012 – Azoty Unia Tarnów). Jeszcze większe sukcesy odnosił jako trener kadry narodowej. O ile dobrze policzyłem, gdyż źródła podają różne informacje, pod kierownictwem Marka Cieślaka, reprezentacja Polski zdobyła 15 medali, w tym 7 złotych. Imponujące!!!

Marek Cieślak stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych częstochowian. Jest żywą legendą miasta. W latach sześćdziesiątych uczęszczałem do tego samego co Marek liceum – II LO im. Romualda Traugutta i podczas przerw między lekcjami wielokrotnie go zaczepiałem, pytałem o różne sprawy związane z częstochowskim żużlem. Od ponad 50 lat jestem jego kibicem. Dzisiaj choć mieszkam 150 km od rodzinnego miasta, jak tylko mogę przyjeżdżam na mecze przy ul. Olsztyńskiej. Kibicuję oczywiście Włókniarzowi (czytaj: Markowi).

4. RUNE HOLTA

Z Rune Holtą miałem problem, o czym wspominam we wstępie niniejszego artykułu. O uwzględnieniu w mojej klasyfikacji zadecydował fakt, że zawodnik ten od 2002 roku posiada polski paszport i od tego momentu jego osiągnięcia sportowe zapisywane są na konto polskich osiągnięć. Ale sam paszport nie wyjaśnia wszystkiego, gdyż jeszcze w 2005 roku Holta w cyklu Grand Prix występował jako Norweg. Galimatias i tyle. Tak czy inaczej, pomimo prawdopodobieństwa błędów, które mogą pojawić się w mojej ocenie, popularnemu i lubianemu żużlowcowi przyznaję czwartą pozycję w mojej Dziesiątce. I choć część swoich sukcesów odnotował w okresie, kiedy nie reprezentował barw Włókniarza, to tutaj piszę o wszystkich, a Czytelnikowi podpowiadam jedynie, że Rune Holta jeździł pod Jasną Górą w okresie 1999 – 2006. Oczywiście, rozdział częstochowski otwiera się na nowo, gdyż jak wiemy, w bieżącym sezonie Holta powraca do „częstochowskich lwów”.

Urodził się w Norwegii w 1973 roku, w polskiej lidze zaczął się ścigać w 1993 roku. W tym samym roku zdobył brązowy medal w Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów, a kolejnym roku poprawił swój wynik i zdobył medal srebrny. Jest czterokrotnym indywidualnym mistrzem Norwegii i dwukrotnym mistrzem Polski (2003 i 2007) oraz brązowym medalistą w 2004 roku. W okresie 2000-2011 startował w jedenastu cyklach Grand Prix, w których odnotował dwa zwycięstwa turniejowe (w 2008 roku w Göteborgu i w 2010 roku w Mȧlilli), a dwukrotnie kończył turnieje na drugim i trzykrotnie na trzecim miejscu. Był członkiem polskiej drużyny narodowej w turniejach o Drużynowe Mistrzostwo Świata i trzykrotnie w tej roli zdobył złoty medal (2005, 2007 i 2010). Równie skutecznie przyczynił się do sukcesów Włókniarza, zdobywając w 2003 roku mistrzostwo kraju, a w 2004 i 2005 roku medale brązowe.

Zawsze uśmiechnięty, szczuplutki, bojowy i niezwykle odważny zawodnik był ulubieńcem częstochowskich fanów. Ku ich radości Holta pojawi się w barwach Włókniarza w bieżącym sezonie. Po ciężkiej kontuzji, długiej rekonwalescencji i niezbyt udanym ostatnim sezonie w Get Well Toruń, Rune Holta liczy na powrót do formy pod nadzorem Marka Cieślaka. Znając rozwagę i umiejętności trenerskie Cieślaka można wierzyć, że Rune Holta pomimo ukończonych 46 lat będzie silnym wsparciem dla częstochowskiej drużyny.

5. GRZEGORZ WALASEK

Należy do weteranów polskich żużlowców. Urodzony w 1976 roku nadal jest czynnym żużlowcem startując na zapleczu Ekstraligi w TŻ Ostrovii Ostrów Wielkopolski i jest jednym z najlepszych zawodników tej klasy rozgrywkowej. Swoją drogę sportową rozpoczynał w Zielonej Górze, by po kilku latach startów zatrzymać się na 6 lat w Częstochowie. Zawodnikiem częstochowskiego klubu był w latach 1999-2005 (podobnie jak Rune Holta) i ten okres był najlepszym w jego karierze sportowej, włącznie ze zdobyciem złotego medalu w Indywidualnych Mistrzostwach Polski w 2004 roku. W barwach Włókniarza zdobył też drużynowe mistrzostwo kraju. Było to w 2003 roku, a w latach 2004 i 2005 wraz z kolegami z drużyny wywalczył brązowe medale. W okresie startów we Włókniarzu uczestniczył też w rywalizacji o indywidualny prymat na świecie, występując trzykrotnie w cyklach Grand Prix, w tym w 2002 jako stały uczestnik cyklu. Częstochowski okres uzupełnia złoty medal w Drużynowych Mistrzostwach Świata w 2005 roku i trzecie miejsce w zawodach o Złoty Kask (2004). „Sukcesy częstochowskie” nie wyczerpują pełnej listy osiągnięć Grzegorza Walaska. Występując w innych barwach klubowych był członkiem drużyny narodowej, która zdobyła złoty medal w DMŚ w 2007 roku (w zawodach finałowych Grzegorz Walasek nie wywalczył żadnego punktu). W 2008 roku również reprezentował kraj w walce o drużynowy prymat na świecie i wówczas drużyna polska zdobyła srebrny medal. W rywalizacji indywidualnej Grzegorz Walasek najlepszy wynik na arenie międzynarodowej zanotował w 2009 roku, kiedy jako stały uczestnik cyklu Grand Prix zdobył 13 miejsce. Warte odnotowania są ponadto: 2. miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Europy w 2006 roku, brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Polski w 2008 roku, zwycięstwo w cyklu Zloty Kask w 2007 roku, czy jeden z pierwszych jego sukcesów – 1. miejsce w Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostwach Polski w 1997 roku. Kawałek polskiego żużla...

Ostatnie przygody Grzegorz Walaska w Ekstralidze to kilkumiesięczny pobyt w Gorzowie, skąd przeniósł się do Nice I Ligi. Pojawia się też od czasu do czasu jako komentator zawodów żużlowych w telewizyjnej stacji nSport+, zapadając w pamięci swoim nonszalanckim i dowcipnym stylem wypowiedzi.

6. SEBASTIAN UŁAMEK

Przyszedł na świat w Częstochowie w 1975 roku. Tutaj tj. w rodzinnym mieście uczył się też abecadła żużlowego. Jako zawodnik związany był z częstochowskim klubem aż trzykrotnie – 1992-1998, 2003-2008, 2016-2017. Król startów, tak o nim mówiono. Rzeczywiście, wyjście spod taśmy startowej opracował do perfekcji. Znawcy żużla mówili, że umiejętność ta dawała mu na niektórych torach tak dużą przewagę nad konkurentami, że eliminowała jakąkolwiek rywalizację. Gdyby tak było w każdych warunkach Sebastian Ułamek byłby mistrzem absolutnym. Niestety tak dobrze nie było, choć osiągnięcia Ułamka dla szerokiej rzeszy polskich żużlowców są godne pozazdroszczenia. Dla barw Włókniarza w krajowej rywalizacji drużynowej dwukrotnie zdobył złoty medal (1996 i 2003), a w 2006 roku - medal srebrny i wcześniej w 2005 roku – medal brązowy. Dwunastokrotnie Sebastian Ułamek kwalifikował się do zawodów finałowych Indywidualnych Mistrzostw Polski, w tym sześciokrotnie z plastronem częstochowskiego klubu. Największy sukces świecił w 2006 roku, kiedy wywalczył brązowy medal. Podobny wynik zanotował już wcześniej (w 2001 roku), ale reprezentował wówczas wrocławski Atlas. Czterokrotnie zdobywał medale w turniejach Złotego Kasku, w tym w barwach Włókniarza medal brązowy w 1998 roku i srebrny w 2006 roku. Odnotować także należy, że w 1995 roku Ułamek zdobył drugie miejsce w zawodach o Srebrny Kask. Na arenie międzynarodowej największym sukces odniósł w 2001 roku będąc członkiem drużyny narodowej, która wówczas wywalczyła srebrny medal. Uczestniczył też trzykrotnie jako stały uczestnik w rozgrywkach Grand Prix (1998, 2002 i 2009), przy czym najlepszy wynik osiągnął w 2009 roku zdobywając w łącznej klasyfikacji 12. pozycję. Wówczas zanotował największy indywidualny sukces zdobywając trzecie miejsce w zawodach rozegranych na torze w Bydgoszczy. Warto też wspomnieć o mistrzostwie Europy w parach, które Sebastian Ułamek zdobywał aż trzykrotnie (2006, 2008, 2016).

Pomimo niekwestionowanych sukcesów niektórzy komentatorzy uważają, że Sebastian Ułamek jest zawodnikiem niespełnionych nadziei, że mógł osiągnąć znacznie więcej. Być może, ale biorąc pod uwagę wyniki jakie zanotował i wieloletni staż jazdy we Włókniarzu (13 lat), z pełnym przekonaniem przyznaję mu wysokie miejsce wśród najlepszych częstochowskich żużlowców. Nienaganna sylwetka, perlisty uśmiech - to znaki rozpoznawcze tego szanowanego przez częstochowskich kibiców żużlowca.

7. ANDRZEJ JURCZYŃSKI

Rówieśnik Marka Cieślaka, w listopadzie bieżącego roku ukończy 70 lat. Swoją przygodę z żużlem także zaczynał w podobnym czasie. Zresztą Marek Cieślak poświęcił mu wiele miejsca w swojej biografii („Pół wieku na czarno”), przedstawiając swojego kolegę z toru jako wyjątkowego twardziela. Nie tylko na torze, ale nierzadko podczas zabiegów operacyjnych rekonstruujących jego roztrzaskane kości. Nie było chyba sezonu, którego Andrzej Jurczyński nie okupiłby jakąś kontuzją, czasem bardzo poważną. O wydarzeniach tych mówiło się wiele i za ten niezwykły charakter Jurczyński był podziwianym i lubianym sportowcem. Ponadto był wierny barwom klubowym – przez całą swoją karierę (1968 – 1986) reprezentował Włókniarza Częstochowa.

Największy sukces Jurczyńskiego to reprezentowanie Polski w finale Drużynowych Mistrzostw Świata, w którym nasza kadra zdobyła trzecie miejsce. W indywidualnych zmaganiach o mistrzostwo świata Jurczyńskiemu nie udało się zakwalifikować do finałowych zawodów, choć w 1977 roku był ich najbliżej odpadając dopiero po tzw. finale kontynentalnym rozegranym w radzieckim Togliatti. Był kilkakrotnym medalistą w krajowych rozgrywkach o drużynowe mistrzostwo kraju – złotym w 1974, srebrnym w 1975 i 1976, brązowym w 1977 i 1978. Dwukrotnie zdobywał też medale w zawodach o Mistrzostwo Polski Par (srebrny medal w 1977 roku i brązowy w 1976 roku). Niestety nigdy nie stanął na „pudle” w rywalizacji o indywidualny prymat w kraju, choć do rozgrywek finałowych kwalifikował się dwukrotnie. Podobnie było w zawodach o Złoty Kask, w których ścigał się czterokrotnie, a najlepsze 7. miejsce wywalczył w 1974 roku. Powszechnie uważa się, że Andrzejowi Jurczyńskiemu w osiągnięciu lepszych wyników przeszkodziły kontuzje. To niekwestionowana prawda - gdyby nie wielotygodniowe, a niekiedy wielomiesięczne przerwy w startach, a potem tygodnie żmudnego dochodzenia do wysokiej dyspozycji, dorobek Jurczyńskiego byłby zdecydowanie okazalszy.

Andrzej Jurczyński dopisał do swojego żużlowego życiorysu także sukcesy jako trener. To właśnie pod jego kierownictwem drużyna Włókniarza zdobyła w 2003 roku mistrza kraju.

8. STANISŁAW RURARZ

Urodził się w 1936 roku, a swoją karierę żużlowca rozpoczął w Stali Gorzów, by po niespełna rocznym doświadczeniu przenieść się do Świętochłowic. Kiedy ze Śląska Świętochłowice przechodził do Włókniarza miałem zaledwie 8 lat. Byłem już kibicem żużla, na zwody przy ul. Olsztyńskiej zabierał mnie ojciec, także starszy brat. Przez cały okres mojej szkolnej edukacji w Częstochowie (matura w 1969 roku) pozycja Rurarza w częstochowskim żużlu była niepodważalna. Po wycofaniu się Stefana Kwoczały to on był liderem zespołu – krępa sylwetka, czerwony kask, zawsze pierwszy tor, perfekcyjne starty, dynamiczna jazda przy krawężniku, w 95 procentach zwycięstwa. Takim go zapamiętałem. Wycofał się z czynnego uprawiania żużla w 1971 roku, wówczas pozycję lidera w klubie przejął Marek Cieślak.

Największym sukcesem Stanisława Rurarza było zdobycie w 1959 roku pierwszego tytułu dla Włókniarza drużynowego mistrza kraju. W zawodach indywidualnych o mistrzostwo kraju nie zdobył medalu, ale do rozgrywek finałowych kwalifikował się aż sześciokrotnie, a najlepsze piąte miejsce zdobył w 1959 roku, kiedy mistrzostwo zdobył jego kolega klubowy – Stefan Kwoczała.

Po zakończeniu kariery Stanisław Rurarz otworzył warsztat mechaniki samochodowej, który z czasem przekształcił (po transformacji ustrojowej) w jeden z najbardziej znanych salonów dealerskich. Przy Al. Lenina, później Jana Pawła II dystrybuował samochody Opla.

9. BERNARD KACPERAK

Częstochowianin z urodzenia. Tutaj się urodził (1933), tutaj uczył się żużlowej jazdy, tutaj jeździł przez całą swoją karierę sportową (27 lat), tutaj w końcu pełnił rolę trenera. Na pewno jeden z najbardziej zasłużonych zawodników dla częstochowskiego klubu. Starszy o rok od Stefana Kwoczały i trzy lata od Stanisława Rurarza reprezentował chyba najbardziej utalentowane pokolenie częstochowskich żużlowców (wymieńmy jeszcze Mariana Kaznowskiego – rocznik 1931 i Bronisława Idzikowskiego – rocznik 1936). Nic dziwnego, że pod koniec lat pięćdziesiątych drużyna Włókniarza była niekwestionowanym liderem na krajowych torach. Gdyby nie tragiczne okoliczności – śmiertelny wypadek Idzikowskiego, wcześniejsza kontuzja Kaznowskiego zakończona amputacją nogi, wypadek (złamanie podstawy czaszki) i zakończenie kariery przez Kwoczałę, drużyna Włókniarza mogłaby królować na polskich torach przez wiele lat. To byli prawdziwi herosi. Jednym z liderów tej drużyny był właśnie Bernard Kacperak, którego największymi sukcesami było drużynowe mistrzostwo kraju (1959) oraz wywalczony rok później brązowy medal podczas Indywidualnych Mistrzostw Polski. Pamiętam jego sylwetkę i charakterystyczny styl jazdy. Potrafił wygrać start, zaatakować z każdej pozycji, był bardzo wszechstronnym zawodnikiem. Przez całą swoją karierę należał do najlepszych zawodników częstochowskiego klubu. Imponujące.

Już pod koniec swojej kariery, a było to na zakończenie sezonu w 1968 roku, oglądałem Bernarda Kacperaka w turnieju o Memoriał Bronisława Idzikowskiego. Nie ustępował nikomu, zdobył trzecie miejsce ulegając jedynie najlepszym zawodnikom w kraju – Edwardowi Jancarzowi i Andrzejowi Wyglendzie. Po zakończeniu kariery sportowej Bernard Kacperak zajmował się trenowaniem swoich następców. Jednocześnie prowadził warsztat mechaniki samochodowej przy ulicy Warszawskiej, z którego często korzystałem, jeżdżąc tam samochodem moich rodziców. Korzystałem z usług tego zakładu nie dlatego, że był relatywnie blisko mojego domu, a dlatego, że właścicielem była legenda częstochowskiego żużla - Bernard Kacperak. Z pewnością, takim samym powodem kierowało się wielu zmotoryzowanych częstochowian.

10. JÓZEF JARMUŁA

Kiedy Józef Jarmuła wyjeżdżał na tor, stadion szalał, kibice wstawali... To była jakaś magia, szaleństwo. Józef Jarmuła urodził się w 1941 roku, a do Włókniarza przeniósł się już jako trzydziestotrzylatek ze świętochłowickiego Śląska, gdzie jeździł w towarzystwie wybornych żużlowców Pawła Waloszka i Jana Muchy. Jeszcze nie tak dawno (2018 roku) miałem okazję porozmawiać z Pawłem Waloszkiem na temat Józefa Jarmuły. Sędziwego pana (mówił mi, że ma 80 lat) spotkałem na trybunach Stadionu Śląskiego podczas meczu Polska – reszta świata. O Jarmule mówił, że był to świetny kolega i doskonały żużlowiec i że mógł osiągnąć znacznie więcej, ale za bardzo cieszyła go popularność. Po prostu ówczesny celebryta. Jarmuła zamyka moją Dziesiątkę i byłbym zawiedziony, gdyby w tej Dziesiątce się nie znalazł. Ale spośród pozostałych zawodników, których wyniki analizowałem nie znalazłem takiego, którego dorobek predestynowałby do umieszczenia go w gronie dziesięciu najlepszych w historii żużlowców Włókniarza. Popularny Józek jeździł w częstochowskich barwach w 1974-1981, a zakończył mariaż z Włókniarzem dość niechlubnie, bo półtoraroczną dyskwalifikacją. To efekt jego niesubordynacji, gorszych niż oczekiwano wyników. Zresztą wspomina o tym Marek Cieślak w swojej biografii, że Józek nie zawsze miał ochotę na występy na obcych torach. W Częstochowie czuł się gwiazdą, był kochany, gdzieindziej kibice wygwizdywali jego waleczność, czasem bezpardonowość.

Do największych sukcesów Józefa Jarmuły należy zaliczyć złoty medal w Drużynowych Mistrzostwach Polski (1974). Oczywiście było to w barwach Włókniarza, z którym zdobył też dwukrotnie wicemistrzostwo (1975 i 1976) i dwukrotnie brązowy medal (1977 i 1978).Zresztą to był wspaniały okres drużyny Włókniarza. Relatywnie młoda i bardzo uzdolniona ekipa – Marek Cieślak, Andrzej Jurczyński, Zenon Urbaniec, Jerzy Bożek, Zygmunt Gołębiowski, Jacek Gierzyński, Czesław Goszczyński, uzupełniona starszymi doświadczonymi Józefem Jarmułą, Lechem Zapartem i Henrykiem Barylskim nie miała sobie równych na polskich torach. Jak istotny w sukcesie Włókniarza w 1974 roku był wkład Jarmuły świadczy wynik punktowy. Najlepszy w całym sezonie Cieślak zdobył 108 punktów, kolejny Jurczyński 102, a Jarmuła 100. Podobnie jak mistrzowską drużynę z 1959 roku i tę ekipę dotknął zły los – tragiczny wypadek samochodowy, w którym zginął Zygmunt Gołębiowski, kilkuletnia przymusowa separacja od sportu i normalnego życia dla sprawcy wypadku Jerzego Bożyka, tragiczny wypadek na torze w NRD Jacka Gierzyńskiego (bardzo poważny uraz kręgosłupa), mocno osłabiły częstochowską drużynę. Ale wróćmy do Józefa Jarmuły, który w swojej karierze sześciokrotnie uzyskiwał awans do finałów Indywidualnych Mistrzostw Polski. Najbliżej sukcesu był w 1975 roku, kiedy zajął czwarte miejsce, a w najpiękniejszym biegu, po fantastycznej walce pokonał faworyta zawodów – Marka Cieślaka. Mógł mieć medal, ale w jednym z biegów został wykluczony z powodu zerwania taśmy startowej. Cały Józek! Byłem wtedy na stadionie, to był niewyobrażalny zawód dla kibiców.

Sportowe osiągnięcia Jarmuły uzupełniają dwa finały Złotego Kasku (1970 – 8.miejsce i 1971 – 12.miejsce). Ponadto Józef Jarmuła reprezentował kraj w różnych rozgrywanych w Polsce meczach międzynarodowych. Nie wystawiano go do składów poza granicami kraju z powodu jakiejś niesubordynacji wobec ówczesnych władz państwowych. Nie wiem czy był to prawdziwy powód, ale tak plotkowano.

W notce o Jarmule nie można pominąć jednego z istotnych szczegółów. Jarmuła urodził się na Węgrzech, był przystojnym o śniadej karnacji brunetem, bardzo podobał się kobietom... i o sukcesach na tym polu krążyły legendy.

I tyle o mojej Dziesiątce, o legendach sportu żużlowego reprezentujących barwy Włókniarza Częstochowa. Oczywiście, zdaje sobie sprawę, że każdy kibic może wytypować innych dziesięciu żużlowców. Różne bowiem można przyjąć kryteria, można mieć inne sympatie. Największą trudność sprawiło mi ustalenie kolejności. Trudno było porównać na przykład sukcesy żużlowców jeżdżących w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych do wyników osiąganych przez ich młodszych kolegów ścigających się w innych realiach. Tak jak pisałem wyżej - wówczas było znacznie trudniej. Nasi żużlowcy przegrywali z zawodnikami zagranicznymi nie z powodu gorszych umiejętności, ale z braku pieniędzy i dobrego sprzętu. Ponadto żużel zagraniczny był o wiele silniejszy niż obecnie – przepotężna liga angielska, ligi szwedzkie, duńskie, a także doskonali zawodnicy radzieccy, nie mówiąc o Nowozelandczykach, Amerykanach czy Australijczykach. Owszem w Polsce było mniej klubów żużlowych, ale polskich żużlowców rywalizowało więcej niż obecnie, bo w polskich ligach jeździli wyłącznie krajanie.

Kto mógł jeszcze znaleźć się w Dziesiątce? Brałem pod uwagę kilku żużlowców – Zenona Urbańca (czterokrotny medalista DMP w tym mistrz Polski z 1974 roku, VI miejsce w IMP w 1974, finalista Złotego Kasku), Mariana Kaznowskiego (jeden z prekursorów częstochowskiego żużla, reprezentant kraju, z żużla wycofuje się po amputacji nogi w skutek ciężkiej kontuzji odniesionej na torze, po zakończeniu kariery zawodniczej sędzia i działacz żużlowy), Zygmunta Gołębiowskiego (reprezentant Polski i członek złotej drużyny z 1974 roku, którego kariera została przerwana wskutek śmiertelnego wypadku samochodowego), Wiktora Jastrzębskiego (reprezentant Polski, finalista turnieju o Złoty Kask, uczestnik finału IMP), Józefa Kafla (dwukrotny medalista DMP, finalista Złotego Kasku i IMP). Zastanawiałem się też nad kandydaturami dwóch niewątpliwie znakomitych żużlowców - Janusza Stachyry (drużynowy mistrz Polski z 1996 roku, kilkukrotny finalista IMP) i Tomasza Jędrzejaka (indywidualny mistrz Polski, reprezentant kraju). Obaj panowie swój brak w Dziesiątce „zawdzięczają” relatywnie krótkiemu stażowi we Włókniarzu, ponadto ten drugi swoje największe sukcesy odniósł reprezentując inne barwy klubowe.

Miejsc w Dziesiątce nie może być więcej niż dziesięć, choć korciło mnie, aby zabawić się w dłuższą listę. Tak czy inaczej będę bronił mojego wyboru.

Paweł Kosmala – częstochowianin z urodzenia, kibic, autor różnych artykułów i komentarzy prasowych

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com