Proponujemy Państwu cykl artykułów w postaci wywiadów z pracownikami banków, którzy w tych artykułach zachowują anonimowość zarówno swoich nazwisk, jak i nazwy banku lub banków, w których pracują lub pracowali. Ich obserwacje i komentarze mogą być cennym źródłem informacji o pracy w sektorze bankowym. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Prowadzi pan dwie placówki bankowe na zasadzie umów partnerskich. Proszę coś o tych placówkach powiedzieć.

To prawda, prowadzę dwie placówki bankowe, jedną w Częstochowie, drugą w Katowicach. To placówki dwóch różnych banków. Z Częstochowy do Katowic nie jest daleko, nie mam więc większych trudności z utrzymaniem właściwego nadzoru. W placówce częstochowskiej pracuje bardziej doświadczona kadra, co wymaga ode mnie większego zaangażowania w pracę tej drugiej placówki. Na szczęście odległość między miastami nie jest zbyt duża, to tylko 70 kilometrów i choć mieszkam w Częstochowie, to więcej czasu spędzam w Katowicach. Ale mam pełną świadomość, że kontrola z mojej strony nie byłaby wystarczająca, gdyby nie systematycznie prowadzony nadzór ze strony obu banków. Decyzja o podpisaniu bankowych umów franczyzowych wiąże się z całkowitym oddaniem się pod kuratelę banków.

Czy może pan rozszerzyć to stwierdzenie?

Umowy franczyzowe polegają na akceptacji przez franczyzobiorcę warunków narzuconych przez franczyzodawcę. Oznakowanie, kolorystyka wnętrza, umeblowanie, jednolite stroje pracowników - wiadomo takie są zasady większości franczyz. Jednakże umowa franczyzowa podpisana z bankiem to inna bajka. Poza standardem, o którym wspominałem, to rygorystyczne przestrzeganie zasad i procedur przez bank ustanowionych. One są identyczne jak te, które bank stosuje w swoich oddziałach. Wymagania wobec pracowników placówek franczyzowych są także takie same jak wymagania wobec pracowników oddziałów. Zasada jest prosta – klient, który odwiedza placówkę bankową nie może odczuwać żadnej różnicy tj. zarówno w oddziale banku jak i w placówce franczyzowej tego banku, klient nie może dostrzegać różnic w jakości obsługi. Dotyczy to wspomnianych elementów wystroju wnętrza, ale przede wszystkim dotyczy standardów postępowania tj. wszelkich procedur i stosowanej dokumentacji. W zasadzie, jedynym wyróżnikiem jest treść pieczątki stawianej na dokumentacji bankowej. Z niej wynika, czy dana placówka bankowa jest oddziałem bankowym, czy placówką franczyzową.

Czy wszyscy klienci to w pełni rozumieją. Czy nie spotkaliście się państwo z jakimiś uwagami ze strony klientów, u których np. po zakończeniu procesu kredytowego pojawiają się wątpliwości co do statusu placówki?

Nigdy nie mieliśmy takiego doświadczenia. Raz ktoś zapytał, ale po otrzymaniu wyjaśnienia przyjął to z pełnym zrozumieniem. Nawet wypytywał czy jest to dobry biznes i jakie należy mieć kwalifikacje i uprawnienia, aby stać się bankowym franczyzobiorcą.

Wcześniej był pan pośrednikiem kredytowym. Dlaczego przeszedł pan pod skrzydła banku?

Wydaje mi się, że byłem dobrym pośrednikiem. Miałem swoją wierną klientelę i comiesięczny wysoki wolumen uruchomionych kredytów gotówkowych. Współpracowałem z kilkoma bankami i czułem, że dyrektorzy regionalni tych banków zabiegali o jak największy kawałek mojej sprzedaży. Mam relatywnie długie doświadczenie i niektórzy z nich to dostrzegali i doceniali. Konsekwencją tych okoliczności była coraz bliższa relacja z bankami – zaproszenia na różne wydarzenia organizowane przez bank, nagrody w różnych konkursach, wspólne wojaże. Pochodną tego stał się pomysł, aby ściślej związać się z bankiem, a więc zamienić szyld pośrednictwa na plafon banku. I tak się stało.

Jest pan zadowolony z tej decyzji?

Generalnie tak. Po pierwsze zmienił się mój status. Przez znajomych postrzegany jestem jako bankowiec. To miła i ważna zmiana. Finansowo także zyskałem, choć prowadzenie placówek franczyzowych kosztuje znacznie więcej niż prowadzenie firm pośrednictwa kredytowego. To naprawdę niemałe koszty. Aby zarobić trzeba się bardzo mocno starać. Ponadto ostatni rok nie był dobry dla franczyzobiorców. Zmieniły się regulacje prawne, prawie we wszystkich bankach zrewidowano oferty sprzedażowe, jest znacznie gorzej. Jednak powrotu do pośrednictwa już nie ma, szczególnie po ostatniej zmianie prawa dotyczącego dopuszczalnego limitu kosztów pozaodsetkowych. Pośrednicy po prostu znikają z rynku.

Czy jest jednak jakiś zakres współpracy z bankami, który okazał się dla pana wyjątkowo cenny i ważny?

Był nim niewątpliwie nadzór jaki bank sprawuje nad placówkami franczyzowymi, zwanymi także placówkami partnerskimi. Nigdy, nawet przy maksymalnej mobilizacji i nie wiem jakich staraniach, nie byłbym w stanie samodzielnie wprowadzić w swojej firmie standardów pracy na poziomie standardów bankowych. Nieustanne szkolenia, testy, kontrole. To oczywiście zmora franczyzobiorców i pracowników placówek, ale rezultatu nie można ani podważyć, ani przecenić. To duży kapitał.

A jak pan funkcjonował w okresie, kiedy obowiązywał zakaz przemieszczania się pomiędzy miastami?

W ogóle nie funkcjonowałem. Placówki były zamknięte przez dwa miesiące. I tak przy okazji warto odnieść się do kwestii pomocy rządowej. Moje miesięczne koszty związane z prowadzeniem jednej placówki to około 18-20 tys. złotych. Łącznie blisko 40 tysięcy pomnożone przez dwa miesiące. Pomoc w postaci pożyczki bezzwrotnej w wysokości 5 tysięcy złotych, na którą czekałem ponad miesiąc i zwolnienie z płatności ZUS to po prostu kiepski żart.

Dziękuję za interesującą rozmowę.

Autor: Tomasz Jaworski – autor publikacji w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com