Proponujemy Państwu cykl artykułów w postaci wywiadów z pracownikami banków, którzy w tych artykułach zachowują anonimowość zarówno swoich nazwisk, jak i nazwy banku lub banków, w których pracują lub pracowali. Ich obserwacje i komentarze mogą być cennym źródłem informacji o pracy w sektorze bankowym. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Prowadzi pani placówkę franczyzowa banku, wcześniej pracowała pani jako doradca w oddziale dużego banku. Co skłoniło panią, aby porzucić oddział na rzecz własnego biznesu?

W oddziale pracowałam blisko 8 lat. Szmat czasu w tym samym miejscu. Wcześniej interesowałam się bankowością, skończyłam studia ekonomiczne, obroniłam pracę magisterską, której tematem były kredyty gotówkowe. W oddziale przeszłam poprzez wszystkie stanowiska – od pracy w kasie, poprzez wszystkie formy usług bankowych, aż w końcu zostałam indywidualnym doradcą najważniejszych klientów oddziału. Kolejnym szczeblem byłby awans na szefa oddziału, ale dostałam czytelny sygnał, że „za wysokie progi ...” i wtedy postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.

A jaki sygnał pani dostała? Czy ktoś z centrali pani o tym powiedział?

Szefowa oddziału odchodziła na emeryturę. Dla wszystkich pracowników było jasne, że to ja powinnam znaleźć się na jej miejscu. Kwalifikacje, doświadczenie, akceptacja ze strony personelu – wszystkie atuty były po mojej stronie, ale decyzja była inna. Awans dostał kolega z innego oddziału, choć nie miał ani takiego stażu, ani kierunkowego wykształcenia. No cóż – life is brutal.

Jakie czynniki zdecydowały o wyborze banku, z którym podpisała pani umowę franczyzową?

Zadecydował przypadek. Akurat w pobliżu oddziału, w którym pracowałam zwolnił się lokal, który idealnie nadawał się na niewielką placówkę bankową. Lokalizacja więc zadecydowała o wyborze banku, gdyż podjęłam rozmowy z tymi bankami, które nie miały w pobliżu swoich placówek. Były dwa takie banki. Po dość wnikliwej analizie zdecydowałam się na bank, w którym współpraca z franczyzobiorcami nie jest ubocznym zakresem działania, a jest zakresem podstawowym.

Jest pani zadowolona z dokonanego wyboru?

I tak, i nie. Funkcjonuję w takiej formie już blisko trzy lata. Na początku było naprawdę dobrze. Bank był otwarty na sprzedaż, mieliśmy konkurencyjną ofertę. Placówki innych banków zazdrościły nam poziomów sprzedaży, zarobków jakie osiągaliśmy. Miałam przeczucia, że sytuacja taka nie może trwać wiecznie i niestety moje przeczucia się sprawdziły. Okazało się, że to otwarcie na sprzedaż nie szło w parze z jakością portfela kredytowego i centrala drastycznie ograniczyła swoją wolę udzielania kredytów. Teraz jest marnie – kredyty są droższe od tych, które oferują inne banki, a podejście do klientów jest bardzo selektywne.

O jakich kredytach pani mówi?

Mówię o kredytach gotówkowych, zarówno dla klientów indywidualnych jak i dla klientów biznesowych. W ramach tej oferty robiłam bardzo dużo kredytów konsolidacyjnych, nawet kilkanaście kredytów miesięcznie. To była gradka, teraz trudno jest zrobić choćby jeden kredyt.

Czy ze sprzedaży jednego kredytu można pokryć koszty funkcjonowania placówki?

Oczywiście, że nie można. Zastanawiam się nad zamknięciem tego biznesu.Nie mogę przecież dokładać do tej zabawy. O zmianie szyldu raczej nie myślę, gdyż obserwuję co dzieje się w innych franczyzach bankowychi jeśli jest lepiej, to wcale nie oznacza, że jest dobrze. Ponadto przyszły złe czasy – epidemia. Nie wiemy co będzie, jak ten biznes będzie funkcjonował po tym koszmarze.

A może nastaną dobre czasy dla bankowości... Jak ruszy gospodarka to potrzeba finansowania, w tym potrzeba zaciągnięcia kredytów będzie czymś naturalnym, szczególnie dla osób prowadzących działalność gospodarczą, dla firm w ogóle.

To oczywiście logiczny tok myślenia, ale z drugiej strony niewiadomą będzie jak te kredyty będą spłacane. Jak banki będą oceniać ryzyko udzielania kredytów, szczególnie kredytów gotówkowych, które udzielane są bez żadnych zabezpieczeń. Czytałam gdzieś, że rząd w ramach swoich działań powinien dać swoiste gwarancje bankom komercyjnym, gwarancje zabezpieczające kredyty dla przedsiębiorców. Gwarancje nie musiałyby być na całość kredytu, mogą np. opiewać 30-50% kredytu. To naprawdę mogłoby bardzo pomóc.

Wspominała pani, że bank mocno ograniczył udzielanie kredytów gotówkowych, a nastąpiło to nie wyniku epidemii, ale w związku z innymi czynnikami. To jedna strona medalu, a jak wygląda druga tj. jakie jest obecnie zainteresowanie kredytami od strony rynku?

Nastał czas wyciszenia działalności i oczekiwania co dalej. Nawet jak telefonuję do starych i wiernych mi klientów słyszę zatrwożony głos i obawę o przyszłość. Dzisiaj ludzie nie myślą o kredytach biznesowych, gdyż nie wiedzą co ich czeka w najbliższych dniach, tygodniach. Potem, jak sytuacja zacznie wracać do normy to zapewne wróci zainteresowanie kredytami. Teraz ludzie potrzebują zasilenia doraźnego, nawet niewielkich sum pieniędzy, żeby przetrwać.

Tak, przyszło nam żyć w trudnych czasach. Życzmy sobie, aby jak najszybciej się skończyły. Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził: Tomasz Jaworski, autor publikacji w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com