Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – któż nie zna tego lub wielu innych powiedzonek jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci europejskiej literatury. Wymyślając wojaka Szwejka - bohatera swojej książki, Jaroslav Hašek w najśmielszych marzeniach nie mógł zakładać eksplozji popularności jaką zdobędzie poczciwy sprzedawca psów. W historii kultury każdego kraju są takie postacie, które choć fikcyjne, to urosły do rangi narodowych symboli. W Polsce są nimi Mistrz Twardowski czy bohaterowie sienkiewiczowskiej trylogii. Niewiele jednak postaci zyskało sławę międzynarodową, a taką właśnie zdobył dobry wojak Józef Szwejk. Stał się narodowym skarbem. Śladów Szwejka w Czechach, szczególnie w Pradze, jest wiele, a sami Czesi bardzo dbają o ten skarb – począwszy od niezliczonej liczby różnego rodzaju pamiątek po knajpki, w których lubił przesiadywać, opowiadać swoje anegdoty, raczyć się piwem… Trudno więc, aby uczestnicy wycieczek do Pragi, pomijali te miejsca, nie spróbowali knedlików, czeskiego piwa, także ciemnego, które Szwejk zamawiał… na znak żałoby po zamordowaniu arcyksięcia Ferdynanda.

Szlakiem piwnym do Pragi – takie było przewodnie hasło wyprawy za południową granicę. Zaczęliśmy od wizyty w pilzneńskim browarze Urquell, gdzie oprócz degustacji kilku warzonych tam gatunków, w różnych odcieniach bursztynowego koloru, uczyliśmy się sztuki prawidłowego napełniania kufli. Wbrew pozorom to sztuka niełatwa, wymagająca wiedzy i doświadczenia. Jak się rzekło - małych i większych browarów odwiedziliśmy kilka, piwo piliśmy przy każdej okazji – zarówno w trakcie kolacji konsumowanej podczas podróży statkiem po Wełtawie, do każdego posiłku w kameralnych restauracjach na praskiej starówce, czy też podczas wizyt w najlepszych klubach nocnych, w tym w osławionym Duplexie, w którym jedne ze swoich okrągłych urodzin świętował sam Mick Jagger. Sławnego rockmana tym razem nie było, ale uroda i gibkość ciał występujących tancerek, rodzaj muzyki i liczba decybeli to wrażenia, których długo nie da się zapomnieć.

Piwo piwem, ale furorę zrobiła też wspaniała miodówka, którą serwowano do kolacji w słynnej restauracji „U Fleku”. Przedni trunek, lokalna kapela, wspaniałe towarzystwo, przeuroczy wieczór, niezapomniana atmosfera… Dodajmy do tego spontaniczny dwugłos polskich i niemieckich biesiadników, którzy na przemian udowadniali wyższość swoich wokalnych umiejętności. Nicht Jeder Kann Ein Mozart Sein, czy Tausend Kleine Himmel przeplatały się z naszymi Szła dzieweczka do laseczka czy Hej Sokoły.

Aby nie odnieść wrażenia, że poziom zadowolenia z uczestnictwa w wyprawie do Pragi należałoby mierzyć li tylko procentami, musimy odnotować, że był też czas na strawę duchową. Przecież Praga to miasto niezwykłe. Tutaj znajduje się ponad 20 muzeów i blisko 100 galerii, a od 1992 r. zabytkowe centrum miasta wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Stolica Czech ze względu na bogactwo atrakcji, należy do najchętniej odwiedzanych miast Europy. Zamek na Hradczanach, Most Karola, Belweder, Pałac Wallensteina, Plac Wacława, Katedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, to obiekty i miejsca, które kojarzą się wszystkim wyłącznie z jednym miastem – czeską Pragą.

Dzisiejszy kształt miasta powstał pod koniec osiemnastego wieku z połączenia pięciu wcześniej wyraźnie wyodrębnionych struktur, których początki sięgają średniowiecza - Starego Miasta, Nowego Miasta, Josefova, Małej Strany i Hradczan – siedziby władców czeskich. Według tradycji oryginalna czeska nazwa miasta Praha pochodzi od czeskiego słowa práh – próg. Etymologia nazwy miasta zbudowanego nad progiem – rzecznym brodem pochodzi od historycznego miejsca przeprawy przez Wełtawę w okolicy dzisiejszego Mostu Karola.

Nad Wełtawą znajduje się też budowla niezwykła – Tańczący dom, jeden z najsłynniejszych praskich budynków. Z humorem i sympatią nazywany również „Ginger i Fred”, na cześć sławnej przed laty hollywoodzkiej pary aktorów i wybitnych tancerzy - Ginger Rogers i Freda Astaira. Tańczący dom zaprojektowany został przez jednego z najsławniejszych współczesnych architektów - Amerykanina Franka Gehry'ego. Uchodzącemu za ekscentryczną indywidualność, prominentnemu twórcy udało się zaprojektować jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków Pragi. Ponoć Frank Gehry, w którym płynie także polska krew (matka architekta urodziła się w Łodzi), wyraził kiedyś chęć zaprojektowania budynku w Warszawie, ale włodarze miasta nie byli zainteresowani tym pomysłem. Szkoda. Jednak uczestnicy wyprawy integracyjnej Tańczącego domu nie zapomną. Tak się bowiem złożyło, że autokar, którym przemieszczaliśmy się po ulicach Pragi wielokrotnie przejeżdżał obok wspomnianych „tancerzy”. Kolejne przejazdy kwitowane były dowcipnymi komentarzami, salwami śmiechu. Poczucia humoru uczestnikom wyprawy nie brakowało.

Dla porządku odnotujmy jeszcze, że w Czechach spożywanie jakiegokolwiek trunku w autokarach jest surowo zabronione. Nieprzestrzeganie tej zasady grozi karami, bardzo wysokimi mandatami. Jeden z uczestników wycieczki, któremu na pokładzie autokaru powierzyliśmy rolę mistrza ceremonii oraz odpowiedzialną funkcję „szefa serwisu kawowego”, w pełni zdawał sobie z tego sprawę. Zapewniam Czytelników, że podczas tej podróży nie serwowano… kawy po irlandzku.

Paweł Kosmala – autor komentarzy i artykułów do różnych tytułów prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com