Dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że w gospodarce rynkowej, jednym z kluczowych czynników kształtujących dynamikę rozwoju przedsiębiorstw jest dostęp do bankowych źródeł finansowania ich działalności. Z badań prowadzonych przez różnego rodzaju instytuty naukowe jak i same banki wynika dość prosta prawidłowość, że im większe przedsiębiorstwo tym większe zapotrzebowanie na usługi bankowe, a tym samym większe zainteresowanie produktami kredytowymi. Jednakże, na skali tej wraz ze wzrostem wielkości przedsiębiorstw, maleje ich liczba, co przy wspomnianym wyżej wzroście zainteresowania na produkty bankowe, powoduje wzrost konkurencyjności wśród banków zainteresowanych takimi podmiotami. Im jednak większe podmioty gospodarcze, tym mniejsza liczba instytucji finansowych, które są przygotowane do ich obsługi, a tym samym spełnienia ich oczekiwań. W takiej sytuacji część banków, szczególnie banków komercyjnych, koncentruje się na obsłudze małych i średnich przedsiębiorstw, które w porównaniu z dużymi firmami charakteryzują się dość wysokim poziomem zróżnicowania źródeł finansowania. I tak, w finansowaniu małych przedsiębiorstw największy udział mają środki własne właścicieli tychże firm, a nierzadko także środki pozyskane ze źródeł pozabankowych takich jak wsparcie rodziny lub przyjaciół. Jednakże rozwój polskiej gospodarki, w której poważny i coraz większy udział posiada mała i średnia przedsiębiorczość stymuluje instytucje finansowe do coraz większego zaangażowania w ten segment rynku i odwrotnie, przedsiębiorcy dostosowując się do wymagań coraz bardziej konkurencyjnego rynku zmuszeni są do coraz częstszego korzystania z wsparcia instytucji finansowych. Po prostu efekt naczyń połączonych.

Dlaczego banki obawiają się kredytować małe firmy?

W praktyce – wbrew coraz mocniejszym przekazom reklamowym - uzyskanie finansowania bankowego, a więc zaciągniecie kredytu przez małą firmę nie jest łatwe. Banki uważnie szacują poziom ryzyka, a małe firmy nie są podmiotami, których banki darzyłyby szczególnie wysokim poziomem zaufania. Oczywiście, łatwiej jest tym przedsiębiorstwom, których rachunki bankowe zasilane są stałymi i regularnymi wpływami ze sprzedaży. Te firmy mają łatwiej. Same banki, w których te rachunki są otwarte, obserwując obroty na tych rachunkach, proponują ich właścicielom adekwatnej wysokości kredyty obrotowe. Gorzej mają ci, którzy nie legitymują się stałymi wpływami na swoich kontach firmowych. Dla tych firm uzyskanie kredytu nie jest takie proste. W rozumieniu banków ryzyko kredytowe dotyczy praktycznie każdego kredytu, jednakże w odniesieniu do małych i średnich przedsiębiorstw banki stosują bardzo ostrożną strategię w rozpatrywaniu wniosków kredytowych. Wyższy poziom ryzyka kredytowego wynika z następujących powodów:

- niedostatecznej wiedzy na temat rzeczywistej sytuacji finansowej firmy,

- wysokiego poziomu rotacji firm na rynku (upadłości, zawieszanie działalności, przenoszenia aktywów na inne firmy należące do tych samych właścicieli),

- wysokiego odsetka działalności w szarej strefie, nieewidencjonowania dochodów,

- stosunkowo niedużych kapitałów własnych oraz nierzadkich problemów z rentownością i utrzymaniem bieżącej płynności finansowej,

- problemów w sferze zarządzania, niedostatecznej kompetencji właścicieli firm i zatrudnionych kadr,

- słabego lub nawet braku zabezpieczenia ewentualnych kredytów,

- spekulacyjnego charakteru przedsięwzięć części przedsiębiorców, a także skłonności do ryzykownych przedsięwzięć,

- relatywnie łatwych możliwości manipulacji w zakresie dokumentacji firmowej.

Jak wynikałoby z powyższego, finansowanie przez banki małych i średnich firm nie jest wolne od wielu zagrożeń, jednak nie można nie zauważyć też korzyści jakie z tego finansowania banki osiągają. Do najważniejszych należy zwiększenie dywersyfikacji portfela kredytowego (im bardziej zdywersyfikowany portfel tym bezpieczniejszy). Nie bez znaczenia są też możliwości poprawy dochodowości banków wynikające ze znacznie wyższej ceny kredytów dla małych i średnich firm (to pochodna różnego rodzaju ryzyka, o którym była mowa wcześniej).

Ostrożność w upraszczaniu procedur bankowych.

W Polsce prawie każdy bank komercyjny posiada już ofertę dla małych i średnich firm. Są wśród tych banków i takie, których stopień specjalizacji pozwala na efektywne i bezpieczne zaangażowanie się we współpracę z podmiotami o podwyższonym poziomie ryzyka. Banki te różnicują wymagania i procedury, stosownie do rodzajów i wielkości firm, ich historii funkcjonowania na rynku oraz dotychczasowej historii kredytowej, a także branż, w których te firmy działają. Chociaż oferta kredytowa jest coraz szersza to trudno byłoby stwierdzić, że zmiany idą w kierunku uproszczenia procedur i ułatwień w pozyskaniu finansowania bankowego. Interes banku związany jest ściśle z bezpieczeństwem operacji jakich ten bank dokonuje. Na tym tle szczególnie trudna jest sytuacja przedsiębiorstw, które rozpoczynają swoją działalność, nieposiadających wystarczających kapitałów, możliwości ewentualnego zabezpieczenia kredytu, a także odpowiedniej zdolności kredytowej. Takie podmioty mają niestety utrudnioną drogę rozwoju i na ewentualną pomoc ze strony banków muszą czekać aż do momentu, kiedy ich historia działalności nabierze wiarygodności dla oceniających ją analityków bankowych.

Kredyty po koronawirusie...

Obecna sytuacja związana z epidemią i co za tym idzie przewidywanym kryzysem gospodarczym, na pewno nie będzie sprzyjać uproszeniu procedur przy udzielaniu kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw. Banki będą świadome większej skali ryzyka, choć wzrost gospodarczy jaki z pewnością będzie towarzyszył otwarciu gospodarki po kryzysie i zwiększony popyt na kredyty, będą stymulowały również banki. Dużym wsparciem dla banków i tym samym dla firm byłaby jakaś forma gwarancji państwa, które przejęłoby chociaż część ryzyka związanego z udzielaniem kredytów. Czy tak będzie? A jeśli będzie, to czy gwarancje te obejmą wszystkie banki, czy tylko wybrane? Wraz z wprowadzeniem różnych form pomocy dla osób fizycznych i przedsiębiorców (tzw. tarcza antykryzysowa), Parlament przyjął ustawę o obniżeniu pozaodsetkowych kosztów naliczanych przez pożyczkodawców. Ustawodawcy chodziło o obniżenie kosztów jakie ponoszą pożyczkobiorcy. Zapomniano jednak, że „kij ma dwa końce”, że każde obniżenie kosztów kredytów skutkuje obniżeniem marży dla kredytodawcy. Nowa formuła wyliczania kosztów pozaodsetkowych dotknęła wyjątkowo mocno, wręcz brutalnie, firmy pożyczkowe. I to tak brutalnie, że firmy te w ciągu jednego dnia tj. dnia wejścia nowej ustawy w życie, zaprzestały udzielania pożyczek. Znów ktoś czegoś nie policzył. Znów chciał dobrze, a wyszło jak wyszło. Kwestię tę poruszam w oddzielnym artykule pt. „Koronawirus – koniec chwilówek?”, do lektury którego serdecznie zapraszam.

Paweł Kosmala, prezes zarządu Prospero S.A., absolwent Szkoły Głównej Handlowej i Akademii Finansów.
Autor komentarzy i artykułów w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com