W związku z bardzo dobrym przyjęciem przez Czytelników naszego cyklu artykułów w postaci wywiadów z pracownikami banków proponujemy również podobny cykl wywiadów z klientami banków. Podobnie jak pracownicy banków, także klienci, którzy są naszymi rozmówcami zachowują anonimowość, zarówno swoich nazwisk, jak i nazwy banku lub banków, z których ofert korzystali. Sądzimy, że informacje pozyskane od klientów, ich obserwacje i komentarze będą nie mniej interesujące niż komentarze przekazane przez pracowników banków. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Na dwa miesiące przed wybuchem epidemii skorzystał pan z kredytu bankowego. Czy decyzja ta spełniła pańskie oczekiwania?

Jestem przedstawicielem tzw. wolnego zawodu, uczę języka francuskiego i w tym języku robię też różne tłumaczenia. Założyłem firmę (jednoosobowa działalność gospodarcza) i rozliczam się z fiskusem w postaci ryczałtu. Dla ryczałtowców nie ma bogatej oferty kredytowej. Banki raczej niechętnie udzielają nam kredytów. Jednakże udało mi się znaleźć taki bank i kredyt niestety zaciągnąłem. Wziąłem kredyt gotówkowy dla firm. Powiedziałem „niestety”, gdyż fakt zaciągnięcia kredytu zbiegł się z wybuchem epidemii i wszelkie realia życia zawodowego, a więc funkcjonowania mojej jednoosobowej firmy stanęły na głowie. Nie można się było spotykać, a moja praca polega przecież na bezpośrednim kontakcie z osobami, których uczę języka. Spotykam się z nimi w moim mieszkaniu lub dojeżdżam do ich miejsca zamieszkania. Podobnie wygląda praca tłumacza, jeśli na przykład dotyczy tłumaczenia rozmów biznesowych. Z mojej aktywności zawodowej pozostały na czas epidemii jedynie tłumaczenia dokumentów, ale takich zleceń mam bardzo mało. Dokumentacja biznesowa jest raczej w języku angielskim, we francuskim zdarza się niezwykle rzadko.

Rozumiem, nie ma pracy, nie ma dochodów, a kredyt trzeba spłacać...

Na szczęście bank, w którym dostałem kredyt, dał mi możliwość skorzystania z trzymiesięcznych „wakacji” od spłat rat kredytowych. To znacząca pomoc, ale teraz rata będzie trochę wyższa, gdyż wzrastają koszty odsetek. Problem leży jednak gdzie indziej – pomimo ustępującej epidemii, nie mam kogo uczyć. Nadeszły prawdziwe wakacje, czas urlopów i chętnych do pobierania nauki języka obcego nie widać. Firmy także dopiero się rozkręcają i na razie zainteresowanie moją pomocą jest znikome. Od sierpnia muszę powrócić do płatności zobowiązań w stosunku do banku, a ja nadal nie mam dochodów. Nie wiem, jak sobie poradzę.

A dlaczego zdecydował się pan na kredyt?

Wydawało mi się, że jest to przemyślana decyzja. Zaplanowałem remont mieszkania, wymianę niektórych gratów oraz zakup potrzebnego do pracy sprzętu. Wszystko oszacowałem na ok. 65 tysięcy złotych, ale dostałem propozycję kredytu na 83 tysiące złotych i z niej skorzystałem. Wziąłem kredyt na pięć lat, choć mogłem na dłuższy okres i wtedy rata miesięczna byłaby niższa. Kontaktowałem się już z bankiem, aby restrukturyzować moje zadłużenie i obiecano mi, że zajmą się tą sprawą. Nie wiem, czy się uda, ale jestem dobrej myśli, choć obniżenie miesięcznej raty to tylko połowa sukcesu. Muszę jeszcze wrócić do zarabiania pieniędzy.

Wspominał pan o kłopotach w uzyskaniu kredytu, o niechęci banków do klientów rozliczających się z Urzędem Skarbowym w formie ryczałtu. Jak banki uzasadniają odmowę udzielenia kredytu?

Banki w zasadzie nie uzasadniają, odmawiają bez podania przyczyny. Oczywiście, jak się człowiek dopytuje to bardziej życzliwi doradcy coś powiedzą. Najczęściej mówią, że bank nie ma obecnie korzystnej oferty dla ryczałtowców i tyle. Podobnie zresztą wygląda sytuacja w przypadku rozliczania się z fiskusem w formie karty podatkowej. Czyli w bankach tacy jak ja mają pod górkę, choć ogólnie rzecz biorąc forma ryczałtu jest dla mnie korzystna – mam niskie koszty prowadzenia działalności i taka relacja z fiskusem mi odpowiada.

Sądzę, że prawda o niechęci banków do osób płacących podatki w formie ryczałtu jest trochę bardziej skomplikowana. Przecież ryczałt dotyczy przede wszystkim tzw. wolnych zawodów –lekarze, stomatolodzy, pielęgniarki, weterynarze, adwokaci, architekci, psychologowie, notariusze i inni specjaliści, których banki w swojej nomenklaturze traktują jako profesjonalistów i są oni najbardziej poszukiwanymi przez banki klientami. Tak więc moim zdaniem problem leży gdzie indziej. To kwestia rodzaju wykonywanej profesji, jej dochodów, a szczególnie ich rzetelnej ewidencji i regularności. I w związku z tym ostatnie pytanie jakie chciałbym panu zadać – czy w Częstochowie, gdzie prowadzi pan swoją działalność jest zapotrzebowanie na naukę języka francuskiego?

Ktoś mi kiedyś powiedział, że francuski to język salonowy, a salonów dawno już nie ma. I coś w tym jest, zapotrzebowanie na moje usługi nie jest zbyt duże, ale przed epidemią nie mogłem narzekać. Najczęściej moimi klientami są uczniowie niektórych częstochowskich liceów, które mają w swoim programie szkolnym język francuski. Moje usługi są więc formą korepetycji, niekiedy bardzo ukierunkowanych, gdyż niektórzy uczniowie wybierają ten język do egzaminów maturalnych, a więc zależy im na dobrym wyniku, który potem decyduje o wyborze kierunku wyższych studiów. Niekiedy trafiają do mnie osoby, które planują dłuższy wyjazd do Francji, czasem Kanady i nauka języka, choć w podstawowym zakresie jest im bardzo potrzebna. Miałem też szczęście, że z mojej pomocy korzysta jedna z częstochowskich firm, która bardzo intensywnie współpracuje z firmami francuskimi, dostarczając tam produkowane przez siebie części i podzespoły do hydrauliki przemysłowej. Od czasu do czasu potrzebny jest więc tłumacz. Nie było nawału pracy, ale jakoś się kręciło.

Dziękuję za interesującą rozmowę i życzę, aby ponownie zaczęło się kręcić.

Autor: Tomasz Jaworski, autor publikacji w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com