W związku z bardzo dobrym przyjęciem przez Czytelników naszego cyklu artykułów w postaci wywiadów z pracownikami banków proponujemy również podobny cykl wywiadów z klientami banków. Podobnie jak pracownicy banków, także klienci, którzy są naszymi rozmówcami zachowują anonimowość, zarówno swoich nazwisk, jak i nazwy banku lub banków, z których ofert korzystali. Sądzimy, że informacje pozyskane od klientów, ich obserwacje i komentarze będą nie mniej interesujące niż komentarze przekazane przez pracowników banków. Serdecznie zapraszamy do lektury.

To już kolejna rozmowa, jaką przeprowadzamy z właścicielami firm budowlanych, którzy nie są ulubionymi klientami banków. W rozmowach tych szukamy przyczyn tego zjawiska. Jak wygląda ten temat z pańskiego punktu widzenia?

Dostać kredyt firmowy, kiedy się jest właścicielem firmy budowlanej to droga przez mękę. Doradcy bankowi twierdzą, że problem dotyczy zarówno branży, a więc szeroko pojętej budowlanki i formy rozliczania się z fiskusem. A branża ta najczęściej rozlicza się w formie ryczałtu. Te dwa czynniki – specyfika branży budowlanej i formuła rozliczeń tj. ryczałt tworzą zestaw trudny do zaakceptowania przez instytucje finansowe. Przekonałem się o tym niedawno, starając się o kilkaset tysięcy kredytu gotówkowego na działalność gospodarczą.

Ale kredyt przecież pan otrzymał...

Zacząłem starania od rozmowy z doradcą w banku, w którym posiadam rachunek firmowy, poprzez który dokonuję wszystkich transakcji firmowych - zakupów, wypłat dla pracowników itp. Dość dawno już nie korzystałem z kredytów i wydawało mi się, że skoro moja firma nie jest zadłużona, skoro uzyskuję w miarę regularne dochody (w branży budowlanej nie jest to regułą), to nie powinienem mieć większych kłopotów z uzyskaniem kredytu, tym bardziej w banku, który widzi obroty na moim rachunku. Niestety otrzymałem odmowę i to w zasadzie bez konkretnego uzasadnienia. Zwróciłem się więc do innych banków i sytuacja była analogiczna. Jedni mówili, że nie kredytują firm budowlanych, inni, że budowlanka im w zasadzie nie przeszkadza, ale ich ryzyko niechętnie patrzy na firmy rozliczające się z Urzędem Skarbowym w formie ryczałtu. Dopiero za radą przyjaciela zwróciłem się do Nest Banku i tam o dziwo nie przeszkadzała im ani branża budowlana, ani ryczałt.

Tak, bank ten specjalizuje się w obsłudze małych przedsiębiorstw, analizuje ich codzienne problemy i wnika w specyfikę ich działalności. Tym samym, lepiej niż inne banki, ocenia ryzyko, jakie wiąże się z finansowaniem takich firm. To niewątpliwa przewaga tego banku nad innymi bankami. Czy w procesie wnioskowania o kredyt musiał pan składać jakieś dodatkowe dokumenty albo wyjaśnienia, których w innych bankach nie żądano od pana?

Bank zaproponował mi kredyt gotówkowy, ale nazywał to rozwiązaniem kredytem na rozwój, który od standardowego kredytu gotówkowego różni się przedstawieniem udokumentowania wydatków z pieniędzy pozyskanych z kredytu. Ja kupowałem niewielką parcelę budowlaną, na której planuję wybudować pawilon handlowy. Wartość zakupu tej parceli stanowiła ok. 70% wartości otrzymanego kredytu. Rozwiązanie okazało się dla mnie korzystne, gdyż wspomniany kredyt na rozwój jest tańszy od standardowego kredytu gotówkowego, ponadto spłacanie rat z tego kredytu rozłożone jest na dłuższy okres.

Jaki wpływ na pańską działalność ma epidemia koronawirusa? Czy odnotował pan spadek swoich przychodów?

Kredyt, o którym rozmawiamy zaciągnąłem tuż przed wybuchem epidemii. Moja firma miała wtedy stabilną sytuacją finansową. Potem nastąpiły zawirowania, które prawdopodobnie uniemożliwiłyby otrzymanie kredytu. Prowadziłem prace budowlane na dwóch frontach – budowałem dom jednorodzinny od podstaw, aż po prace wykończeniowe. Taka była umowa z inwestorem. Ponadto na drugim froncie robiłem generalny remont dużego obiektu usługowego. Inwestorem w pierwszym przypadku było małżeństwo – on zarabiał jeżdżąc taksówką, ona prowadziła zakład fryzjerski. Zarówno jedna jak i druga działalność zostały dotknięte kryzysem bardzo dotkliwie. On opowiadał mi, że zdarzały się dni, kiedy wracał do domu bez ani jednego kursu, bez ani jednego zlecenia. Ona zaś musiała mieć zakład zamknięty przez ponad dwa miesiące. Nie byli więc w stanie finansować inwestycji związanej z budową domu. I do tej pory do niej nie powróciliśmy. W drugim przypadku tj. remoncie generalnym obiektu usługowego też nie było lepiej. Inwestorowi odmówiono kredytowania, w ramach którego zamierzał przeprowadzić wspomniany remont. Część prac sfinansował z własnych środków, ale zakończenie inwestycji odłożył na lepsze czasy. W obu więc przypadkach negatywne skutki dotknęły moją firmę – przerwane prace, brak planowanych wpływów, niezadowolenie pracowników, same problemy. Na szczęście miałem też inne zlecenia zaplanowane na jesień i realizację jednego z nich udało się przyspieszyć. To złagodziło negatywne skutki, ale tylko złagodziło.

Rynek usług to naczynia połączone. Zapominamy, że kryzys jednej branży np. gastronomii implikuje kłopoty w wielu innych branżach – transport, wytwarzanie produktów żywnościowych itp. Pański przykład pokazuje to bardzo dobitnie. Proszę nam jeszcze powiedzieć czy kłopoty z realizacją planowanych prac nie miały negatywnego wpływu na spłacalność kredytu jaki pan zaciągnął.

Oczywiście skorzystałem z trzymiesięcznych wakacji od spłacania jakie mi bank zaproponował. Po tym czasie musiałem jednak się sprężyc i podołać, ale nie jest to łatwe, gdyż posiłkuję się środkami rodzinnymi. To niełatwy okres, nie tylko dla firmy, także dla całej rodziny.

Wszyscy tęsknimy za normalnością – bez maseczek ochronnych, bez wymuszonej izolacji od znajomych, bez kłopotów w gospodarce. Takich czasów panu i sobie życzę i dziękuję za ciekawą rozmowę.

Autor: Tomasz Jaworski, autor publikacji w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com