Ludziom mojego pokolenia, urodzonym w latach 50-tych ubiegłego stulecia przyszło żyć w ciekawych czasach. Na własnej skórze mogli przekonać się o plusach i minusach życia zarówno w ustroju komunistycznym i gospodarce centralnie zarządzanej, jak i w kapitalizmie i związanej z tym systemem - gospodarce kierującej się mechanizmem rynkowym. Po ćwierć wieku od dokonanych zmian ustrojowych i transformacji gospodarki, wnioski jakie wyciągamy nie są jednoznaczne.

Przed zmianami ustrojowymi, narzędziem zastępującym mechanizm rynkowy było centralne planowanie i zarządzanie gospodarką. Występowała hierarchiczna podległość kierownictw instytucji i organizacji gospodarczych strukturom państwa. Państwo, a konkretnie struktury partyjno-państwowe decydowały o zasadach i proporcjach podziału dochodu narodowego na akumulację i konsumpcję, odpowiadały za reglamentację surowców i materiałów, dewiz, kredytów i środków inwestycyjnych, a w znaczącej mierze także dóbr i usług konsumpcyjnych. Państwo realizowało także monopol handlu zagranicznego, dokonywało wyboru technik wytwarzania i ewentualnych kierunków przekształceń strukturalnych. Reasumując, dominującym podmiotem w gospodarce centralnie planowanej i zarządzanej było państwo, które w trybie administracyjnym określało zakres działalności i samodzielności pozostałych podmiotów. W takich warunkach podstawowe jednostki gospodarcze tj. przedsiębiorstwa pozbawione były samodzielności ekonomicznej, a zastosowanie rachunku ekonomicznego było nieużyteczne, gdyż takie parametry rynkowe jak pieniądz czy ceny nie stanowiły narzędzia decyzji ekonomicznej.

W kraju, który świeżo wyszedł z epoki centralnego planowania i zarządzania, naturalnym i uzasadnionym zjawiskiem było dążenie do poważnego zawężenia roli państwa. Dlatego też w początkowym okresie transformacji naszej gospodarki, dominujące znaczenie zdobyły poglądy liberalne (neoliberalne), podkreślające znaczenie swobodnego działania rynku i wręcz domagające się sprowadzenia roli państwa do minimum. Zakres polityki gospodarczej państwa starano się ograniczyć do działań makroekonomicznych, obejmujących politykę budżetową rządu oraz politykę pieniężną banku centralnego.

Definitywny koniec komunistycznej dyktatury naznaczony został czerwcowymi wyborami do Parlamentu w 1989 roku, a likwidacja gospodarki centralnie sterowanej to przede wszystkim wdrożenie pakietu reform gospodarczo-ustrojowych, potocznie zwanym planem Balcerowicza. To właśnie ówczesny minister finansów Leszek Balcerowicz i kilku wspierających go ekspertów m.in. Jeffrey Sachs, Stanisław Gomułka, Stefan Kawalec i Wojciech Misiąg, we wrześniu 1989 roku stworzyli plan reform, które miały umożliwić transformację gospodarki - z centralnie sterowanej do rynkowej. Była to istna terapia szokowa. Gdy zaczęto wprowadzać ów plan, w kraju panowała hiperinflacja (w 1989 wyniosła ona 639%), zadłużenie zagraniczne wynosiło 42,3 mld USD (64,8% PKB), ponadto występowały olbrzymie niedobory rynkowe, a całej gospodarce groziła zapaść.

Na plan składało się 10 ustaw uchwalonych przez Sejm 28 grudnia 1989 r. i podpisanych przez prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego w ostatnim dniu roku. Ustawy te diametralnie zmieniały zasady funkcjonowania naszej gospodarki. Dzisiaj już tego nie pamiętamy, warto więc sobie przypomnieć tę rewolucję. Nowe regulacje likwidowały gwarancje istnienia przedsiębiorstw państwowych bez względu na osiągane przez te przedsiębiorstwa wyniki finansowe, co równało się z możliwością przeprowadzenie postępowań upadłościowych; zakazywały finansowania przez bank centralny deficytu budżetowego, uniemożliwiały nieograniczoną emisję pieniędzy bez pokrycia; znosiły preferencje kredytowe dla przedsiębiorstw państwowych, wiążąc jednocześnie oprocentowanie ze stopą inflacji; uaktywniły podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń jako narzędzie ograniczania wzrostu płac; ujednoliciły zasady podatkowe we wszystkich sektorach gospodarczych; zmieniały zasady prowadzenia na terytorium Polski działalności gospodarczej przez zagraniczne osoby prawne i fizyczne; wprowadzały wymienialność wewnętrzną złotego; likwidowały państwowy monopol w handlu zagranicznym; ujednoliciły zasady clenia importowanych towarów; zmieniły zasady rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy, zapewniając ochronę zwalnianych z pracy (zwłaszcza w przypadku zwolnień grupowych), gwarantując odprawę finansową i zasiłki dla bezrobotnych.

Skutkiem powyższej rewolucji było nie tylko znaczne obniżenie inflacji i deficytu budżetowego, zlikwidowanie niedoborów rynkowych ale także uzyskanie zgody wierzycieli na redukcję zadłużenia zagranicznego. Sukcesu nikt dzisiaj nie kwestionuje. Jednakże wśród ekspertów nie ma zgody czy plan Balcerowicza był jedyną słuszną drogą dla polskiej gospodarki. Wielu z tych ekspertów, niezależnie od opcji politycznych, uważa, że plan ten przyczynił się do znacznego spadku stopy życiowej licznych grup ludności, tworząc obszary biedy i strukturalnego bezrobocia. Niektórzy ekonomiści krytykują też Balcerowicza za zbyt słabą ochronę rynku wewnętrznego oraz dopuszczenie do wieloletniej zapaści całych gałęzi gospodarki. Dominacja ideologii neoliberalnej, jaka pojawiła się wraz z początkiem transformacji utrzymuje się do tej pory, nie pozwalając na rozwinięcie się szerszego zainteresowania formami bardziej kontrolowanych mechanizmów gospodarczych.

W swojej ostatniej książce pt. Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca, jej autor Karol Modzelewski, profesor nauk humanistycznych, historyk, w przeszłości jeden z najbardziej aktywnych opozycjonistów, dokonuje prywatnego rozrachunku z historią. Rozrachunek o tyle ważny, że dotyczy osoby, która w najnowszej historii naszego kraju miała bardzo istotny wpływ na kierunek zmian politycznych w nim zachodzących. Autor tego niezwykle ciekawego opracowania konstatuje między innymi: Wstrząsowi ekonomicznemu towarzyszył głęboki wstrząs społeczny. „Socjalistyczne uprzemysłowienie” przyniosło awans społeczny milionów ludzi. Zbudowany wówczas potencjał ekonomiczny nie wytrzymywał konkurencji na światowych rynkach, był jednak materialną podstawą codziennego bytu i społecznej pozycji wielkiej rzeszy robotników, techników, inżynierów, a pośrednio także nauczycieli oraz naukowców. Ruina tego potencjału, dziś już w znacznej mierze nieodwracalna, pociąga za sobą życiową destabilizację i społeczną degradację tych ludzi. Psychologiczne, kulturowe i polityczne następstwa tego szoku ciążą nad naszym życiem codziennym i zagrażają odzyskanej wolności. Znam frazes, że postęp wymaga ofiar, ale nie potrafię dopatrzyć się w tym postępu. Nie wiem zresztą, co ten wyświechtany wyraz miałby w tym wypadku oznaczać.

Paweł Kosmala, prezes zarządu Prospero S.A., absolwent Szkoły Głównej Handlowej i Akademii Finansów.
Autor komentarzy i artykułów w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com