Barcelona sama była jednym wielkim spektaklem. Młody Picasso pokazał swoje prace w Quatre Gats i na fali wciąż rosnącej sławy pożeglował do Paryża. Gaudi, architekt, zaprojektował całe bajkowe przedmieścia abstrakcyjnych pawilonów z pokrytymi mozaiką, wężowato wijącymi się ławkami. Nawet miejscowy targ rybny był wystawną, mieniącą się jaskrawymi kolorami instalacją artystyczną. Tak stolicę Katalonii opisuje Andromeda Romano-Lax w swojej książce „Hiszpański smyczek”.

Niewątpliwie miasto to ma czarodziejską moc. Urzeka swoją architekturą, atmosferą, czujemy się jak w krainie baśni. Trudno bowiem o inne skojarzenia, kiedy stoimy przed świątynią Sagrada Familia, przyglądamy się fasadzie Casa Batlló, czy też spacerujemy alejkami Parku Güell. Wszystkie wyżej wspomniane miejsca i obiekty zawdzięczmy geniuszowi, jakim był niewątpliwie Antonio Gaudi (1852-1926). Na samym początku pracy w zawodzie architekta, Gaudi przyjmował każde zlecenie - projektował kioski, bramy wjazdowe, płoty i mury, gabloty i latarnie uliczne. Jego projekt gabloty dla sklepu fabrykanta rękawiczek doczekał się premiery na Wystawie Światowej w Paryżu w 1878 roku. Na wspomnianej wystawie ukazał się także inny jego pomysł – projekt osiedla domków robotniczych. Oba projekty zostały zauważone, przyniosły rozgłos i wyróżnienia. Przełomowym jednak wydarzeniem w życiu Gaudiego okazało się spotkanie z barcelońskim przemysłowcem, Eusebim Güell’em, który zafascynowany oryginalnością pomysłów mistrza sfinansował realizację bardzo wielu jego zamierzeń. Gaudí stworzył dla niego szereg projektów, a wśród nich słynny Park Güell, który pierwotnie miał być ekskluzywnie zaprojektowaną dzielnicą przeznaczoną na lokalizację rezydencji dla barcelońskiej elity, najbogatszych obywateli miasta. Zamierzeń Güell’a i Gaudiego nie udało się zrealizować, a projekt zmienił przeznaczenie – powstał wspaniały, o niespotykanej architekturze park, chluba wszystkich Katalończyków, wymarzony cel wszystkich turystów przybywających do Barcelony. Artysta współpracował także z innymi katalońskimi przedsiębiorcami, a także z Kościołem. Dzięki tej współpracy powstały inne wspaniałe budowle – pałace, budynki, zabudowania sakralne. W 1883 Gaudi przyjął zlecenie budowy świątyni Sagrada Familia, ale rzeczywiście zaangażował się w realizację tego zlecenia dopiero po 1914 i wówczas poświęcił się jej zupełnie. Zamieszkał nawet w jej murach, a po tragicznej i nieoczekiwanej śmierci został, zgodnie ze swym życzeniem, w niej pochowany. Prace nad ukończeniem świątyni trwają po dzień dzisiejszy. Zrozumieć to zjawisko można tylko wtedy, kiedy stanie się przed murami kościoła Sagrada Familia - zmierzyć się z geniuszem Gaudiego nie sposób.

Poświęciłem trochę miejsca wielkiemu artyście, ale takie było też nasze zamierzenie, kiedy zaplanowaliśmy wypad do Barcelony. Skoncentrowaliśmy się na dotknięciu magii Gaudiego, ale zobaczyliśmy także i inne osobliwości tego miasta. Stolica Katalonii ma przecież swoją starówkę - Ciutat Vella, z jej gotycką dzielnicą - katedrą św. Eulalii ze słynną chrzcielnicą, przy której dokonano chrztu Indian przywiezionych z pierwszej wyprawy Krzysztofa Kolumba, pozostałościami świątyni Augustyna, zabudowaniami żydowskimi. Zobaczyliśmy też park Montjuic, gdzie wjechaliśmy kolejką linową i podziwialiśmy przepiękną panoramę miasta. Spacerowaliśmy najpiękniejszą ulicą Barcelony - deptakiem Las Ramblas. Jedną z ciekawszych atrakcji była też dwugodzinna wycieczka… rowerowa. Przemierzaliśmy pośród palmowych alejek wzdłuż plaży Barcelonetta, zobaczyliśmy wioskę olimpijską z imponującym pomnikiem złotej ryby, dotarliśmy do zapierającej dech w piersiach mariny, odwiedziliśmy w końcu Parc de la Ciutadella.

Malowniczość miasta jest wyjątkowo wysokiego gatunku, dostępna nie tylko naturom artystycznym, duszom wrażliwym, pełnym wyobraźni. Przez cały czas pobytu w tym mieście odnosiliśmy wrażenie, że jesteśmy pełnoprawnymi uczestnikami życia tego miasta. Wokół uśmiechnięte twarze… urzędnicy, studenci, emeryci odpoczywający na trawnikach w parkach, czy tańczący sardanę na placu przed katedrą św. Eulalii (w każdą niedzielę dziesiątki Katalończyków tańczy swój narodowy taniec, który jest symbolem ich niezależności i solidarności; do osób trzymających się za ręce tworząc koło, co chwilę dołączają przechodnie i turyści). Wrażeń multum, nie mniej emocji i wzruszeń.

Ale nie samą strawą duchową żyliśmy. W Las Arenas – kiedyś wielkim stadionie corridy, dzisiaj centrum rozrywki, w zlokalizowanej na ostatnim piętrze restauracji Mussol las Arenas, z tarasu której raczyliśmy oczy widokiem na Pałac Narodowy, a także rzeźbę innego katalońskiego mistrza - Joana Miro, spożywaliśmy pierwszą kolację. W Poble Espanyol – miniaturze dawnej Barcelony, na głównym placu której kręcono masową orgię - ostatnie sceny filmu Pachnidło, w restauracji El de Tablao Carmen podziwialiśmy kunszt, artyzm i piękno artystów flamenco. W dystyngowanej części miasta w restauracji Txapela kosztowaliśmy typowych baskijskich tapas (tradycyjnych zakąsek) – hiszpański omlet z ziemniakami, papryczki nadziewane tuńczykiem, chleb coca z wędzonym łososiem, wołowina w sosie z sera roquefort, krewetki z bekonem i pieczarkami, parmezan z zielonymi szparagami, kalmary po andaluzyjsku, szynka Jamon i katalońsla kiełbasa dojrzewająca, grillowana sepia. Dla dobrego trawienia serwowano baskijskie wina i sangrię - tradycyjny hiszpański napój alkoholowy, produkowany z wina z dodatkiem owoców, soków owocowych, lodu, wzmacniany winiakiem lub innymi trunkami. Dla wytrwałych uczestników wyprawy do Barcelony, których nie zmęczyła ani wycieczka rowerowa, ani długie zwiedzanie zabytków, był jeszcze Bare Nostrum, gdzie do białego rana kosztowano nie tylko hiszpańskich trunków, także świetnie bawiono się przy mocnych dźwiękach muzyki.

To była niezapomniana wyprawa.

Paweł Kosmala – autor komentarzy i artykułów w różnych tytułach prasowych.

Przedsiębiorco, sprawdź ofertę kredytową, jaką ma dla Ciebie bank.
Usługa gratis.
+48 603 622 408
+48 669 555 546
czestochowa.finansowa@gmail.com